Casual Fridays
Wydaje mi się, że pewną rolę integrującą odgrywa Kościół. Katolickie świątynie zapełniają się od trzech lat nowymi wiernymi, a w wielu z nich msze odbywają się po polsku. Trudno mi to naocznie stwierdzić, ponieważ jako niewierzący w kościele nie bywam, lecz Cathy, moja koleżanka z pracy ze zdziwieniem zauważyła, że ostatnio za każdym razem kiedy idzie do kościoła, trafia na mszę odprawianą w jakimś dziwnym języku. Nie ma absolutnie nic przeciwko temu i bardzo się cieszy, że wreszcie w kościele nie jest sama. Zwierzyła mi się ostatnio, że marzy o tym, by jej czternastoletni syn poznał jakąś „nice, Polish, Catholic girl”. Wie mamusia co dobre dla synka…J
Piątki w szkockich biurach są dniami luźniejszymi niż pozostałe dni tygodnia – to tzw. Casual Fridays. Można np. przyjśc do pracy nieco luźniej ubranym, chyba, że ma się jakieś spotkanie. Trochę się więc zdziwiliśmy, gdy Ian - nasz szef właśnie dzisiaj zarządził nasiadówę. Chodziło głównie o organizację pracy, podział obowiązków itp. Mamy bowiem od paru dni nową koleżankę – Lindsay. Podobno jedna z najlepszych headhunterek w mieście. Sympatyczna, wizualnie OK, ale nic specjalnego.
Mnie przypadły w udziale „overseas positions”, czyli posady do obsadzenia w Azerbejdżanie, Kazachstanie, Sachalinie, Singapurze i Dubaju. No i super – firmy naftowe, zwłaszcza Shell, płacą tam inżynierom bardzo dobrze, a mimo to Brytole nie kwapią się by tam jeździć, co eliminuje konkurencję. Raczej nie powinienem mieć problemu z zapełnieniem tych stanowisk polskimi inżynierami. Zwłaszcza, że wielu z nich mówi po rosyjsku i ma za sobą doświadczenia z pracy na kontraktach np. w krajach arabskich. Może uda mi się wyrwać na jakąś podróż w tamte rejony J
Następnie Ian przeszedł do znacznie przyjemniejszej części spotkania, czyli planu imprez integracyjnych. Dużą, ba, olbrzymią zaletą tej pracy są bowiem dziesiątki nieoficjalnych spotkań z ludźmi z departamentów HR firmy-klienta. Dość rzadko odbywają się one w biurze. Znacznie częściej to pub, restauracja czy pole golfowe. By zaś jeszcze bardziej zacieśnić relacje z klientami, Ian często organizuje imprezy integracyjne, na które zaprasza oprócz swojego personelu (wszystkiego do kupy raptem sześć osób…), menadżerów ze współpracujących z nami firm. Plan na najbliższe miesiące jest dość standardowy – bowling, golf i ryby. No i może jakieś Summer Party w sierpniu.
W Aberdeen istnieją trzy polskie sklepy – dwa z nich noszą bliską sercu Poznaniaka nazwę „Piotr i Paweł” J. Ich zaopatrzenie pozostawia jednak wiele do życzenia. No i nie można w nich zapłacić kartą, co uważam za spory mankament. Nie wróżę im zresztą długiego życia. Sieć supermarketów Morrison’s szybko odpowiedziała na potrzeby polskiej społeczności i wprowadziła (i nadal wprowadza) polskie produkty do swojej oferty. Są one tańsze niż w polskich sklepach, no i można je kupić przy okazji codziennych zakupów, bez potrzeby organizowania specjalnej „wyprawy” do polskiego sklepu.
W większości pubów w Aberdeen można bez problemu napić się Tyskiego, Żywca, czy Żubrówki. Szkoci również bardzo polubili polskie piwo.
Kilka dni temu powstała pierwsza polska restauracja, kiedyś może powstanie polski pub… Cieszy mnie fakt, że te miejsca – sklepy i restauracja są rozrzucone po całym mieście. kosmetyki samochodowe
kosmetyki samochodowe
kosmetyki samochodowe
amortyzatory
studium kosmetyczne studium kosmetyczne studium kosmetyczne
dobry Program obsługi dziekanatu uczelni zarządzanie wyższą uczlnią, szkoły językowe
środowisko naturalne
środowisko naturalne
Historia
Houston sitemap
Ibiza sitemap
kurs excela
Czech Republic sitemap
Trapani sitemap
wyprawy fotograficzne
